Dziennikarz znalazł własny numer paszportu
Hofer, dziennikarz, przejrzał policyjny panel nadzoru i znalazł w nim samego siebie. Wpis zawierał fotografię wykonaną przez chińskich funkcjonariuszy imigracyjnych na granicy, numer paszportu oraz numer telefonu komórkowego używanego w kraju. Nie był to wyciek w zwykłym znaczeniu i nikt niczego nie musiał wyłamywać, by to zobaczyć. Panel był osiągalny i niezabezpieczony.
System zbudowano dla Biura Bezpieczeństwa Publicznego w Zhangjiakou, mieście w prowincji Hebei nieopodal Pekinu. To mało rzucające się w oczy miejsce jak na pełną platformę śledzenia cudzoziemców i właśnie dlatego sprawa warta jest godziny uwagi. Nic w Zhangjiakou nie wskazuje, by wybrano je na wizytówkę.
Co panel naprawdę zawierał
Platforma niosła blisko 12 000 wpisów łącznie, obejmujących poszukiwanych, osoby z Hongkongu i Tajwanu, ponad 700 cudzoziemskich mieszkańców miasta i więcej niż 300 zagranicznych dziennikarzy. Każdą osobę skategoryzowano według obywatelstwa i opatrzono uporządkowanym profilem: data urodzenia, płeć, stan cywilny, adres, zawód, a w niektórych przypadkach wyznanie.
Do tych profili doczepiono obserwacje. Poszczególne osoby pojawiały się w ujęciach kamer na skrzyżowaniach, na targowiskach, w centrach handlowych, a co najmniej w jednym przypadku przy meczecie. Warto utrzymać rozróżnienie między listą a dossier. Lista odnotowuje, że ktoś jest obecny. To, co wytwarzał ten system, było stale aktualizowanym wzorcem życia, złożonym z dokumentów tożsamości i kamer publicznych i połączonym w jeden widok osoby wskazanej z nazwiska.
Ustaleniem jest dostawca, a nie miasto
Jedno miasto z niezwykle drobiazgowym systemem byłoby ciekawostką. Śledztwo wytropiło powiązania między platformą a Origin Dynamic, pekińską spółką dostarczającą siłom policyjnym robotykę, usługi nadzoru i sprzęt. Ta sama spółka złożyła w 2023 roku wniosek patentowy na porównywalny system, opisany jako interfejs informacyjny dla obywateli niebędących Chińczykami.
Zestaw oba fakty razem, a kształt sprawy się zmienia. Wniosek patentowy składa dostawca, który zamierza sprzedawać wielokrotnie i chce w tym czasie chronić rozwiązanie. Mamy do czynienia ze zdolnością przekutą w produkt, z nazwanym dostawcą i prawami wyłącznymi za nim, więc rozsądne założenie planistyczne nie brzmi, że Zhangjiakou jest wyjątkiem. Brzmi ono, że Zhangjiakou jest instalacją, a instalacje mają rodzeństwo.
Dwa ryzyka, a prawie żadna polityka nie nazywa drugiego
Każda kompetentna polityka podróży i oddelegowań już zakłada zbieranie danych przez państwo. Firmy instruują o czystych urządzeniach, o tym, co zabrać i co mówić, i wliczają, że obcy organ może prowadzić zapis. To ryzyko jest stare, zrozumiane i w dużej mierze opanowane. Nie ono jest tu nowe.
Nowa jest kontrola dostępu, a właściwie jej brak. Scalone dossier o waszym pracowniku, leżące w systemie, który mógł odczytać każdy zdolny je odnaleźć, jest wystawione na znacznie szersze grono niż organ, który je zbudował: zwykłych przestępców, komercyjnych handlarzy danymi i każdego, kto prowadzi wywiad konkurencyjny przeciwko wam. Profil łączący numer paszportu, adres domowy, pracodawcę, przemieszczenia i wyznanie to dokładnie surowiec do ukierunkowanego oszustwa, przymuszenia albo próby podszycia się pod kogoś w waszym dziale finansowym. Państwo było zamierzonym czytelnikiem. Awaria zabezpieczeń oznacza, że nie było jedynym możliwym.
Trzy zmiany warte wprowadzenia w tym kwartale
Poinformujcie osoby, których to dotyczy, i zróbcie to rzetelnie. Kto jest oddelegowany do Chin albo tam podróżuje, powinien wiedzieć, że powstaje uporządkowany profil, że obejmie on fotografię imigracyjną i dane o przemieszczeniach oraz że w świetle tej sprawy może nie być bezpiecznie przechowywany. To ostatnie zdanie zmienia zachowania, bo przekłada abstrakcyjne ryzyko polityczne na zwykłe ryzyko ujawnienia danych, o którym ludzie już umieją myśleć.
Następnie ograniczcie to, co sami dokładacie do stosu. Trzymajcie w lokalnym podmiocie minimum danych osobowych o oddelegowanych, jakiego wymaga tamtejsze prawo, i przestańcie dostarczać więcej z własnej woli. Wreszcie uczyńcie dokumentację uczciwą: jeśli dane osobowe pracowników mogą przewidywalnie trafić do obcego systemu państwowego, miejsce tego jest w rejestrze czynności przetwarzania i w ocenie ryzyka dotyczącej przekazywania, a nie w niepisanym założeniu. Europejscy pracodawcy mają wobec załogi obowiązki co do losu jej danych, a udokumentowana ocena waży więcej niż nieformalne porozumienie w dniu, w którym ktoś wreszcie zapyta.
Czytaj dalej: Blokada robota opublikowała wasze rozmowy | Pliki podatkowe wyszły przez helpdesk



