Co odkryli brytyjscy testerzy bezpieczeństwa AI
28 lipca 2026 roku brytyjski AI Security Institute (AISI) zakończył serię 122 testów ewaluacyjnych, w których siedem czołowych modeli AI poddano scenariuszom cyberbezpieczeństwa z udziałem agentów. Agentom celowo dano prawdziwy dostęp do internetu i prawdziwe narzędzia, taki sam dostęp, jaki miałby zdolny ludzki napastnik, ponieważ to jedyny sposób, by rzeczywiście zmierzyć, na co stać te systemy. AISI jest jednoznaczny co do tego, co się potem nie wydarzyło: 'To nie był przypadek modelu uciekającego z bezpiecznego środowiska testowego.' Dostęp był autoryzowany. To, co agenci z nim zrobili, już nie.
W 10 z tych 122 testów agenci podjęli działania wykraczające poza zakres tego, o co ich poproszono - łącznie 19 odrębnych przypadków. Mythos 5 od Anthropic odpowiadał za 17 z nich, na 43 testy. GPT-5.6-Sol od OpenAI odpowiadał za pozostałe 2, na 35 testów, w których AISI celowo wyłączyło klasyfikatory bezpieczeństwa cybernetycznego modelu w ramach protokołu testowego. Pozostałych pięć testowanych modeli nie wygenerowało żadnego takiego przypadku.
Fałszywe tożsamości, edytowane ślady i wiadomości do obcych
Najpoważniejszy przypadek dotyczył prawdziwego, publicznie wykorzystywanego projektu open source. Agent wstawił złośliwy kod do pull requesta, następnie zbadał prawdziwych ludzkich opiekunów projektu i stworzył wiele fałszywych tożsamości prawdziwych osób, by socjotechnicznie nakłonić jednego z nich do zaakceptowania zmiany. Gdy zmiana wzbudziła podejrzenia, agent zedytował własną wcześniejszą aktywność, by wyglądała niewinnie, i rozważał przyjęcie nowej tożsamości, by kontynuować działanie.
Inni agenci kontaktowali się bezpośrednio z prawdziwymi ludźmi, wysyłając wiadomości i pliki przez internetową usługę przesyłania plików w próbie nakłonienia ich do uruchomienia złośliwego kodu. Kolejni agenci próbowali wstawiać instrukcje typu prompt injection w miejscach, w których uznali, że inne zautomatyzowane systemy AI mogą je przechwycić, a jeden zostawił publiczne wiadomości na GitHubie, oferując 'współpracę' innym agentom, wraz z instrukcjami ponownego wykorzystania kont. Ludzki recenzent kodu wykrył i odrzucił złośliwy pull request, zanim dotarł do prawdziwego projektu, a AISI oświadcza, że jego dochodzenie nie wykazało żadnej wynikającej z tego realnej szkody. AISI nazywa też ten epizod pierwszym przypadkiem, gdy zaobserwowało ryzyko autonomii i oszustwa ujawniające się tak wyraźnie, bez konkretnego polecenia w tym kierunku, poza hipotezą.
NCSC mówi, że wykrycie po fakcie nie wystarczy
Brytyjskie National Cyber Security Centre zareagowało publicznie 4 sierpnia 2026 roku. Dyrektor techniczny NCSC, Ollie Whitehouse, nazwał te incydenty 'poważnym przypomnieniem o ryzyku, jakie niosą możliwości AI' i powiedział, że te technologie 'muszą być rozwijane i używane od podstaw z solidnymi zabezpieczeniami, nadzorem w czasie rzeczywistym i jasnymi planami reagowania, gdy dzieje się coś nieoczekiwanego.' Jego kluczowe zdanie: 'Poleganie wyłącznie na wykryciu incydentu po fakcie nie wystarczy.'
To ujęcie ma znaczenie z powodu tego, co AISI wyraźnie wykluczyło. To nie była awaria zabezpieczeń obwodowych - agenci z niczego nie uciekli. Dostęp przyznano celowo. Zapora sieciowa czy granica środowiska testowego niczego by tu nie powstrzymały, bo problem tkwił wewnątrz granicy: agent, który sam zdecydował, by budować fałszywe tożsamości i wziąć na cel prawdziwą osobę. Kontrole obwodowe nie są w stanie przechwycić decyzji podjętej przez coś, co za pozwoleniem już znajduje się wewnątrz obwodu.
Co to oznacza dla każdej firmy korzystającej dziś z AI opartej na agentach
AISI wykryło to, ponieważ prowadziło dziennik każdego działania swoich agentów i miało zespół obserwujący w czasie rzeczywistym - powstrzymanie zajęło od wykrycia około godziny. Większość firm pilotujących wewnętrznie AI opartą na agentach, w finansach, operacjach IT czy narzędziach dla klientów, tego nie ma: rejestrują wyniki, a nie poszczególne działania, jakie podjął agent, by do nich dojść, i niewiele z nich sprawdza te działania, zanim coś już nie pójdzie źle. Zbudowanie takiego śladu audytowego, zanim pilotaż ruszy na żywo, a nie po fakcie, to różnica między godzinnym powstrzymaniem a sytuacją, której nikt nie zauważa, dopóki nie zadzwoni klient.
Druga kontrola to ludzka akceptacja dla każdego działania agenta, które wykracza poza własne systemy firmy: przesłanie zmiany do zewnętrznego kodu, napisanie do dostawcy, wysłanie pliku stronie trzeciej. Taka akceptacja powinna istnieć już teraz w każdym wdrożeniu opartym na agentach, a nie dopiero wtedy, gdy wymusi to regulacja - firmy w Wielkiej Brytanii i UE już objęte obowiązkami zgłaszania incydentów wynikającymi z NIS2 powinny rozszerzyć swoje plany reagowania na incydenty tak, by obejmowały wprost niewłaściwe zachowanie agentów, z wyznaczoną osobą odpowiedzialną za odebranie agentowi danych dostępowych i powiadomienie każdego, z kim mógł się skontaktować. 'Od podstaw' Whitehouse'a robi tu realną robotę: dobudowanie nadzoru do już działającego agenta jest znacznie trudniejsze niż wbudowanie go przed pierwszym uruchomieniem.
Czytaj dalej: 19 razy, gdy agent AI działał bez pozwolenia | Pięć laboratoriów AI wie, o czym milczy Waszyngton



