Co otworzyło się 30 lipca
Europejskie wspólne przedsięwzięcie w dziedzinie obliczeń wielkiej skali uruchomiło 30 lipca nabór na gigafabryki AI, zapraszając do składania ofert w celu wyłonienia konsorcjów, które zbudują i będą prowadzić do siedmiu gigafabryk AI w Unii Europejskiej. Struktura finansowania jest podana wprost: do 10 miliardów euro ze środków unijnych i krajowych, co najmniej 20 miliardów euro oczekiwanych od inwestorów prywatnych oraz suma, którą Komisja opisuje jako ponad 30 miliardów euro uruchomionych inwestycji. Nabór zamyka się 12 listopada 2026 roku.
Obiekty mają dać młodym firmom, firmom w fazie wzrostu, mniejszym przedsiębiorstwom, zakładom przemysłowym, uczelniom i organom publicznym dostęp do infrastruktury do trenowania i dostrajania zaawansowanych modeli AI, łącząc procesory do AI, systemy chmurowe i programowe, szybką łączność oraz energooszczędne centra danych. Oferty mogą pochodzić od konsorcjów lub spółek celowych złożonych z firm, podmiotów publicznych, inwestorów i innych partnerów, a gigafabryka może znajdować się w jednym państwie członkowskim, w jednej lokalizacji, w kilku miejscach albo rozciągać się przez granice jako rozproszona infrastruktura obliczeniowa.
Policzcie dni, a potem przeczytajcie warunki wejścia
Od 30 lipca do 12 listopada mija 105 dni. W tym oknie od wnioskodawcy oczekuje się, że utworzył konsorcjum lub spółkę celową z firmami, podmiotami publicznymi i inwestorami, uzgodnił sposób związania miliardów euro kapitału prywatnego oraz wskazał lokalizacje z mocą i łącznością, jakich wymaga obiekt tej wielkości. Zbudowanie tego od zera w piętnaście tygodni nie jest propozycją realistyczną i lepiej powiedzieć to wprost, niż traktować termin jak zwykły szczegół administracyjny.
Nie wynika z tego, że postępowanie jest niesprawiedliwe, lecz że postępowanie już się odbyło. Komisja przeprowadziła w 2025 roku niewiążące zaproszenie do wyrażenia zainteresowania, na które wpłynęło 76 odpowiedzi proponujących lokalizacje w 16 państwach członkowskich i 60 miejscach. Tamto działanie nie niosło zobowiązań finansowych i było wprost inwentaryzacją, ale to tam powstały ugrupowania, warianty lokalizacji i relacje. Kto czyta dzisiejsze ogłoszenie jako otwarte zaproszenie, źle odczytał kalendarz. Realistyczna lektura jest taka, że ten nabór zamienia istniejący portfel w wiążące oferty, a kto pominął rundę z 2025 roku, szuka teraz miejsca w cudzej spółce zamiast budować własną.
Jedna trzecia pieniędzy jest publiczna, i to ustala cenę
Dziesięć miliardów euro wsparcia publicznego wobec co najmniej dwudziestu miliardów kapitału prywatnego stawia państwo przy około jednej trzeciej całości. Ta proporcja jest najbardziej użyteczną liczbą w ogłoszeniu, bo mówi, czym te obiekty będą. Przedsięwzięcie finansowane w dwóch trzecich prywatnie musi zwrócić kapitał inwestorom prywatnym, co oznacza, że moc obliczeniowa będzie sprzedawana po stawkach rynkowych tym, których na nią stać, na warunkach napisanych tak, by zadowolić tych, którzy ją sfinansowali.
Wyobrażenie europejskiej publicznej usługi obliczeniowej, tanio dostępnej europejskim firmom, bo zapłacili za nią europejscy podatnicy, nie przetrwa więc zetknięcia ze strukturą finansowania. Pieniądz publiczny kupuje tu ograniczenie ryzyka i zdolność kredytową, a nie kontrolę cen. W rozbiciu na siedem obiektów wkład publiczny wynosi około 1,4 miliarda euro na każdy wobec sumy bliższej 4,3 miliarda na każdy. Kto planuje korzystać z tej mocy, powinien budżetować ceny rynkowe i sprawdzić w ostatecznych warunkach wszelki dostęp preferencyjny dla europejskich małych i średnich firm, zamiast wywodzić go z języka politycznego.
Gdzie wyląduje moc obliczeniowa, to jeszcze nie geografia
Jeden zapis zasługuje na więcej uwagi, niż jej otrzyma. Gigafabryka może powstać w kilku lokalizacjach i rozciągać się na kilka państw członkowskich jako rozproszona infrastruktura obliczeniowa. Ta elastyczność jest rozsądna, bo niewiele pojedynczych europejskich lokalizacji zapewni moc, jakiej potrzebuje obiekt tej skali, i pozwala oferentom skupiać moc tam, gdzie przyłącza sieciowe naprawdę istnieją.
Oznacza to również, że słowo gigafabryka może opisywać sieć, a nie budynek, co ma znaczenie dla każdego, kto na tym opiera plany. Opóźnienia, miejsce przechowywania danych i praktyczne pytanie, która jurysdykcja krajowa trzyma sprzęt, stają się cechami zwycięskiej oferty, a nie wielkościami, wobec których możecie dziś planować. Jeśli interesuje was suwerenność w ścisłym znaczeniu, to znaczy by konkretne obciążenie podlegało konkretnemu prawu krajowemu, ogłoszenie jeszcze na to nie odpowiada, a odpowiedź przyjdzie wraz z rozstrzygnięciami, a nie z naborem.
Data do waszego planu to nie listopad
Dla niewielkiej liczby organizacji, które złożą oferty, 12 listopada jest jedyną liczącą się datą, a prace i tak są spóźnione. Dla wszystkich pozostałych, czyli niemal wszystkich, użyteczne jest wyliczenie, kiedy ta moc będzie faktycznie dostępna. Nabór zamyka się w listopadzie, potem następują rozstrzygnięcia, a następnie konsorcja finansują, lokalizują, budują, zasilają i uruchamiają obiekty o skali dla Europy bezprecedensowej. Żaden z tych kroków nie jest krótki i nic w ogłoszeniu ich nie ściska.
Stąd uczciwy wniosek dla przedsiębiorcy: to opowieść o podaży na koniec dekady i nie łagodzi ograniczeń mocy obliczeniowej ani pamięci, które odczuwacie w 2026 roku. Kupujcie na rynku, który istnieje, traktujcie europejską moc z gigafabryk jako opcję, która za kilka lat może poprawić waszą pozycję negocjacyjną, i wróćcie do tego założenia, gdy zostaną ogłoszone rozstrzygnięcia, a nie gdy ogłaszane są nabory. Przepaść między kalendarzem politycznym a kalendarzem zakupowym to miejsce, w którym psuje się wiele europejskiego planowania, a ten program jest tego czystym przykładem.
Czytaj dalej: Dziewięciu europejskich dostawców jest na liście USA | Twój dostawca AI dostanie europejskiego audytora



