Funkcja, która może wezwać karetkę bez ponownego pytania

Breathing Emergency Detection, ogłoszona przez Google 12 sierpnia 2026 roku, ma wykrywać rzadkie, ale poważne zdarzenie: gwałtowny i utrzymujący się spadek wysycenia krwi tlenem, wywołany na przykład przypadkowym zatruciem lekami, ciężkim zapaleniem płuc lub zadławieniem. Zegarek odczytuje jednocześnie trzy rodzaje danych z czujników, PPG, akcelerometr i barometr, wspierane przez sztuczną inteligencję działającą bezpośrednio na urządzeniu, aby odróżnić prawdziwy stan zagrożenia od zwykłego snu lub odpoczynku. Gdy wykryje ten wzorzec, zegarek najpierw wibruje i wyświetla alert na cały ekran, a następnie emituje dźwiękowy sygnał z odliczaniem 30 sekund. Jeśli osoba nosząca zegarek nie zareaguje, urządzenie automatycznie dzwoni pod numer alarmowy, przekazuje zautomatyzowaną wiadomością głosową dokładną lokalizację, a następnie powiadamia zapisane kontakty alarmowe.

Google nazywa to pierwszym takim rozwiązaniem w branży dla urządzenia noszonego na nadgarstku, opracowanym we współpracy z internistami, kardiologami, anestezjologami i specjalistami medycyny ratunkowej, a następnie przetestowanym w laboratoriach klinicznych i na setkach tysięcy godzin rzeczywistych danych z czujników. Funkcja ma celowe ograniczenia: nie uruchamia się po 30 minutach normalnego snu, aby nie mylić bezdechu sennego z sytuacją awaryjną, a według Google nie jest przeznaczona dla osób z przewlekłymi schorzeniami układu oddechowego związanymi z niskim poziomem tlenu ani dla kobiet w ciąży.

Najpierw Europa, nie najpierw Ameryka

To, co odróżnia tę premierę od zwykłej aktualizacji specyfikacji, to miejsce, w którym pojawia się najpierw. Własny wpis produktowy Google wymienia jako pierwsze kraje Austrię, Danię, Francję, Niemcy, Irlandię, Holandię, Norwegię, Szwecję, Szwajcarię i Wielką Brytanię, i potwierdza, że funkcja ma oznaczenie CE, znak zgodności dla produktów sprzedawanych w całej UE. W tym samym tekście Google jasno stwierdza, że funkcja nie została jeszcze oceniona ani zatwierdzona przez amerykańską agencję leku, FDA. Polska, mimo że jest państwem członkowskim UE, nie znajduje się w tej pierwszej fali.

To odwrócenie wzorca, który zwykle stosują amerykańscy producenci sprzętu: nowa funkcja trafia najpierw na rodzimy rynek, a europejscy użytkownicy otrzymują ją miesiące lub lata później, gdy lokalni regulatorzy wydadzą zgodę, tak jak było we wcześniejszych sporach patentowych i zatwierdzeniowych wokół funkcji pomiaru tlenu we krwi w konkurencyjnych urządzeniach. Tym razem ścieżka zgodności UE dla tej kategorii funkcji zdrowotnych opartych na oprogramowaniu okazała się szybsza niż ścieżka FDA, a Google zdecydował się umieścić swoją najbardziej ryzykowną prawnie funkcję, która może w imieniu użytkownika zainicjować połączenie alarmowe bez dodatkowego potwierdzenia, najpierw na europejskich i brytyjskich nadgarstkach.

Ciśnienie krwi i insulinooporność, w miesięcznych podsumowaniach

Dwie pozostałe główne obietnice zdrowotne zegarka działają inaczej. Zarówno śledzenie trendu ciśnienia krwi, jak i wykrywanie insulinooporności, opierają się na tym, co Google nazywa Health Foundation Models, wytrenowanych na miliardach minut danych z czujników od użytkowników, którzy wyrazili zgodę, i zwalidowanych wobec referencyjnych pomiarów klinicznych. Żadna z funkcji nie daje odczytu na żywo; obie pojawiają się jako miesięczne podsumowania wzorców, mające wskazywać zmiany metaboliczne, oddechowe lub sercowo-naczyniowe, o których warto porozmawiać z lekarzem, a nie liczbę, na podstawie której należy działać samodzielnie.

Własne zastrzeżenia Google są niezwykle bezpośrednie jak na dokument marketingowy: zegarek opisany jest jako narzędzie, które nie jest badaniem przesiewowym w kierunku cukrzycy ani nadciśnienia, a funkcja ciśnienia krwi wyraźnie nie jest przeznaczona dla kobiet w ciąży. Szersze zdanie obejmuje wszystko: urządzenie nie jest przeznaczone do diagnozowania, leczenia, wyleczenia ani zapobiegania jakimkolwiek schorzeniom. Sama rozbieżność między językiem pierwszego w branży rozwiązania i wczesnego ostrzegania, używanym do sprzedaży zegarka, a wąskim językiem prawnym, opisującym to, co faktycznie obiecuje, zasługuje na uwagę.

Drabina cen poszła w górę w każdej walucie

Ceny wzrosły na wszystkich rynkach opublikowanych przez Google. Pixel Watch 5 w wersji 41 mm z Wi-Fi zaczyna się od 399 dolarów w USA, 369 funtów w Wielkiej Brytanii i 419 euro w Niemczech; model 45 mm z Wi-Fi kosztuje 429 dolarów, 399 funtów i 449 euro. Dodanie łączności LTE podnosi model podstawowy do 499 dolarów, 469 funtów i 519 euro, a większy model z LTE do 529 dolarów, 499 funtów i 549 euro. To wzrost względem ceny podstawowej Pixel Watch 4, która rok wcześniej wynosiła 349 funtów i 349,99 dolara.

Przedsprzedaż ruszyła już w dniu ogłoszenia, 12 sierpnia, a ogólna dostępność w sklepach zaczyna się 20 sierpnia. Specjalna edycja ze Stephenem Currym w kopercie 45 mm, wyceniona na 579 dolarów, trafia do sprzedaży osobno 3 września, pozycjonowana powyżej standardowej linii, a nie jako równoważna alternatywa.

Pixel Tag przestaje być tańszy niż Apple

Google wykorzystał wydarzenie także do wprowadzenia Pixel Tag, swojej odpowiedzi na AirTaga Apple, wycenionego na 29 dolarów za sztukę lub 99 dolarów za czteropak w USA, oraz na 34,90 euro w Europie. Ta europejska cena znajduje się zaledwie kilka centów od własnego AirTaga Apple, kosztującego 35 euro, zamiast wyraźnie poniżej. Znacznik wykorzystuje ultraszerokie pasmo do funkcji Precision Finding, ten sam kierunkowy system strzałek, który spopularyzował Apple, działa na wymienialnej baterii guzikowej CR2032, która według deklaracji wystarcza na ponad rok, i współpracuje z siecią Find Hub systemu Android. Trafi na półki dopiero 11 listopada 2026 roku, trzy miesiące po ogłoszeniu.

Przez lata Google i jego partnerzy sprzętowi Android wyceniali akcesoria poniżej odpowiedników Apple, aby przekonywać kupujących samą wartością. Ustawienie ceny Pixel Tag niemal na równi z AirTagiem sugeruje, że Google wierzy teraz, iż wielkość sieci urządzeń Android i dokładność własnego śledzenia UWB mogą konkurować z Apple na własnych warunkach, bez potrzeby stosowania rabatu.