Dokument, który przyszedł trzynaście dni przed czasem

Komisja rzadko publikuje wytyczne z tak małym zapasem. 20 lipca 2026 roku przyjęła i ogłosiła wytyczne w sprawie wykonywania obowiązków w zakresie przejrzystości dla niektórych systemów sztucznej inteligencji na podstawie artykułu 50 aktu o sztucznej inteligencji. Obowiązki, które te wytyczne objaśniają, stosuje się od 2 sierpnia 2026 roku. Między ostatecznym tekstem a datą, którą on opisuje, jest trzynaście dni.

Projekt był jawny od 8 maja, a konsultacje w jego sprawie zamknięto 3 czerwca, więc dla kogoś, kto śledził temat, nie ma tu zaskoczenia. W poniedziałek zmieniło się to, że wykładnia przestała być tymczasowa. Wytyczne tego rodzaju nie tworzą obowiązków, bo zrobił to już artykuł 50. Pokazują, jak Komisja i organy krajowe zamierzają go czytać, a tego właśnie potrzebuje europejski przedsiębiorca, zanim wyłoży pieniądze na proces.

Dwa obowiązki, które trafiają na różne biurka

Cała rzecz polega na tym podziale. Artykuł 50 nakłada jeden zestaw obowiązków na dostawców, a inny na podmioty stosujące systemy. Dostawcy muszą zadbać o to, by system zbudowany do bezpośredniej interakcji z człowiekiem informował go, że ma do czynienia ze sztuczną inteligencją, oraz muszą oznaczać treści wygenerowane lub zmienione przez AI tak, by dało się je wykryć w formie czytelnej maszynowo. Na podmiotach stosujących spoczywa lista węższa, ale bardziej osobista: uprzedzić człowieka, że ogląda deepfake, że jest poddany rozpoznawaniu emocji albo kategoryzacji biometrycznej i że czyta tekst wygenerowany przez AI, opublikowany w sprawie o znaczeniu publicznym bez ludzkiego sprawdzenia i kontroli redakcyjnej.

Większość europejskich firm spędziła ostatni rok, czytając akt o sztucznej inteligencji jako problem dostawców, i nasze własne teksty o dacie 2 sierpnia szły w tę samą stronę, bo przepisy o modelach ogólnego przeznaczenia, które tego dnia zaczynają obowiązywać z całą mocą, celują wprost w laboratoria. Wytyczne odbierają tę wygodę. Ta połowa artykułu 50, która dotyczy podmiotu stosującego, obciąża firmę stawiającą system przed własną publicznością, a pod spodem nie ma żadnego progu wielkości.

Oznaczenie, którego nie postawisz sam

Wymóg oznaczania czytelnego maszynowo warto wyodrębnić, bo to jedyny obowiązek, którego przedsiębiorca nie wypełni zmianą własnego postępowania. Wbudowanie informacji o pochodzeniu tak, by osoba trzecia mogła wykryć, że treść powstała maszynowo, musi nastąpić tam, gdzie ta treść powstaje, czyli wewnątrz systemu dostawcy. Jeżeli narzędzie, na które wykupiłeś licencję, nie oznacza tego, co wypuszcza, żadna wewnętrzna polityka tego oznaczenia tam nie umieści.

To zamienia pytanie techniczne w pytanie zakupowe z datą. Zapytaj na piśmie każdego dostawcę rozwiązań generatywnych w swoim zestawie narzędzi, czy wytwarzane przez niego treści niosą dziś oznaczenie czytelne maszynowo, w jakiej postaci, i czy podpisał kodeks postępowania Komisji w sprawie przejrzystości treści generowanych przez AI. Te odpowiedzi tanio się dziś zbiera, a drogo odtwarza, kiedy poprosi o nie organ. Dostawca, który nie potrafi odpowiedzieć w dwa tygodnie, mówi ci coś o najbliższych dwunastu miesiącach.

Wyjątek jest w istocie poleceniem

Przeczytaj uważnie obowiązek podmiotu stosującego dotyczący tekstów wygenerowanych przez AI, a znajdziesz warunek, a nie zakaz. Obowiązek informacyjny powstaje wtedy, gdy tekst w sprawie o znaczeniu publicznym zostaje opublikowany bez ludzkiego sprawdzenia i kontroli redakcyjnej. Tam, gdzie wskazana z nazwiska osoba przegląda materiał i bierze za niego odpowiedzialność, zanim ten wyjdzie na zewnątrz, obowiązek nie powstaje w ten sam sposób. Prawo opisuje proces redakcyjny i wycenia jego brak.

Dla każdego, kto prowadzi dział treści, firmowy blog, redakcję albo bazę wiedzy dla klientów, jest to polecenie czystsze niż większość tego, co dostarcza regulacja. Ustal, które kanały mają redaktora odpowiedzialnego z nazwiska, a które nie. Te bez niego albo dostają oznaczenie, albo dostają osobę sprawdzającą. Trzeciej możliwości, która przetrwa kontrolę, nie ma, a zbudowanie roli redaktora to ten wariant, który przy okazji poprawia same treści.

Co trzeba mieć gotowe przed 2 sierpnia

Trzy dokumenty, a żaden nie wymaga prawnika, żeby zacząć. Jednostronicowy spis wszystkich miejsc, w których twoja organizacja pokazuje treści z AI komuś z zewnątrz, z zapisem przy każdym, czy przed publikacją sprawdza je człowiek. Pisemna odpowiedź każdego dostawcy rozwiązań generatywnych w sprawie oznaczania czytelnego maszynowo. Krótka notatka wewnętrzna z zapisem, kto i kiedy zdecydował, które kanały dostają oznaczenie, bo datowana decyzja to niemal wszystko, czego organ oczekuje od firmy zwyczajnej wielkości.

Nic z tego nie jest drogie. Drogo robi się wtedy, gdy 2 sierpnia minie, a nikt w firmie nie potrafi powiedzieć, która część twoich publicznych tekstów powstała maszynowo i kto ją sprawdził. Trzynaście dni to niewiele czasu. Wystarczy na listę, a od listy zacznie się następna rozmowa.