O co ten wpis naprawdę prosi

Wpis znajduje się w Google Workspace Marketplace pod nazwą Grok, wydany przez SpaceXAI i ostatnio zaktualizowany 21 lipca 2026 roku. Nic nie kosztuje, przekroczył sześć tysięcy instalacji i działa wewnątrz Dokumentów, Arkuszy i Prezentacji. Zainstalowanie go wymaga mniej więcej tyle wysiłku co dodanie rozszerzenia przeglądarki i nie zostawia śladu w żadnym systemie, któremu przygląda się dział finansowy.

Uprawnienia to ta część, którą trzeba przeczytać powoli. Wpis prosi o prawo do oglądania, edytowania, tworzenia i usuwania wszystkich dokumentów Google Docs oraz o to samo wobec wszystkich prezentacji Google Slides. Prosi ponadto o oglądanie i zarządzanie arkuszami tam, gdzie jest zainstalowany, o łączenie się z usługami zewnętrznymi, o wyświetlanie i uruchamianie treści internetowych podmiotów trzecich w polach zapytań i panelach bocznych oraz o odczyt głównego adresu pocztowego konta. Słowem, które wykonuje tu pracę, jest wszystkie. To nie jest dostęp do dokumentu otwartego na ekranie. To dostęp do całego zasobu dokumentów, do którego sięga to konto, a w zwyczajnej firmie obejmuje on każdy plik, jaki kiedykolwiek udostępniono tej osobie.

Wybór dostawcy przeszedł na tego, kto klika Zainstaluj

Dlaczego to ważne: decyzję o tym, która firma sztucznej inteligencji przetwarza twoje dokumenty handlowe, podejmuje dziś ten, kto klika Zainstaluj, a nie ktoś, kto przeczytał umowę. Dział zakupów zbudowano po to, by przechwytywać dostawców wchodzących drzwiami frontowymi, z fakturą, ankietą bezpieczeństwa i podpisem. Sklep z dodatkami to boczne drzwi, które stały otworem od zawsze, a czołowy model właśnie przez nie przeszedł.

Kontrola jednak istnieje. W konsoli administracyjnej Google droga wiedzie od Menu do Aplikacji, dalej do aplikacji Google Workspace Marketplace, dalej do listy aplikacji, dalej do ustawień instalacji dla użytkowników, i oferuje trzy stany: użytkownicy mogą instalować dowolne aplikacje, wyłącznie zatwierdzone albo żadne. Na tym polega cała decyzja, a większość organizacji nigdy nie otworzyła tej strony, żeby sprawdzić, w którym z trzech stanów faktycznie pracuje.

Lista dozwolonych kryje szczegół tnący w obie strony. Własna dokumentacja Google stwierdza, że lista dotyczy użytkowników, u których zarządzanie dostępem do aplikacji ustawiono na zezwalanie tylko na zatwierdzone aplikacje, więc lista układana wtedy, gdy ustawienie tkwi na dowolnych aplikacjach, jest czystą dekoracją. Ta sama dokumentacja jest bezwzględna w drugą stronę: użytkownicy tracą dostęp do aplikacji z chwilą usunięcia jej z listy, nawet jeśli nadal ją mają zainstalowaną. Cofnięcie działa naprawdę i sięga instalacji, których nigdy nie zatwierdziłeś.

Outlook idzie inną drabiną

Ta sama firma dostarczyła dodatek Grok do Outlooka przez Microsoft Marketplace, według tej samej logiki dystrybucji: zwykły sklep, zwykła instalacja, żadnej umowy korporacyjnej po drodze. Microsoft steruje dodatkami pocztowymi za pomocą czterech kumulatywnych poziomów uprawnień zamiast listy zakresów. Noszą nazwy restricted, read item, read/write item oraz read/write mailbox, a każdy poziom zawiera w sobie niższe.

Najwyższy szczebel zasługuje na minutę uwagi. Microsoft opisuje read/write mailbox jako uprawnienie pozwalające dodatkowi odczytywać i zapisywać wszystkie właściwości dowolnego elementu w skrzynce, tworzyć, odczytywać i zapisywać dowolny folder lub element oraz wysyłać element z tej skrzynki. Wysyłka to wiersz, przy którym warto się zatrzymać, ponieważ dodatek na tym poziomie nie czyta twojej poczty, tylko w niej uczestniczy. Microsoft mówi też, gdzie patrzeć: żądane uprawnienia widnieją we wpisie sklepu przed instalacją, a wymagane uprawnienia dodatków już zainstalowanych widać w centrum administracyjnym Exchange. Sprawdź poziom, którego twoja organizacja rzeczywiście udzieliła, zamiast go zakładać, bo tylko tam odpowiedź jest wiążąca.

Twoja umowa powierzenia tak daleko nie sięga

Zgodnie z RODO twoja firma jest administratorem danych osobowych zapisanych w tych dokumentach i skrzynkach: nazwisk klientów, akt pracowniczych, cenników, wszystkiego, co działające przedsiębiorstwo utrwala na piśmie. Każdy podmiot trzeci przetwarzający te dane w twoim imieniu potrzebuje umowy powierzenia w rozumieniu artykułu 28. To nie formalność, którą dział prawny nadrobi później, lecz instrument określający, co przetwarzający może z danymi zrobić i co się z nimi stanie po zakończeniu współpracy.

Umowy, które już masz, obejmują Google i Microsoft. Nie rozciągają się na samodzielnego wydawcę prowadzącego własną usługę na własnych warunkach, a wpis w sklepie mówi to wprost: polityka prywatności i regulamin odsyłają do domeny wydawcy, a nie do twojej umowy Workspace. W Polsce Urząd Ochrony Danych Osobowych traktuje staranność administratora wobec podmiotów przetwarzających jako obowiązek żywy, a nie jako papier do segregatora, i firma, której personel zainstalował dodatek sztucznej inteligencji na całym zasobie dokumentów, przyjęła przetwarzającego, którego nigdy nie oceniła.

To właśnie zerowa cena omija cały aparat. Nic nie zostaje zafakturowane, więc nie powstaje zamówienie, więc nie zostaje przekroczony żaden próg akceptacji kwotowej, więc ocena dostawcy, którą płatna licencja uruchomiłaby automatycznie, nigdy się nie odbywa. Darmowe oprogramowanie nie znaczy wolne od obowiązków, a najtańsze narzędzie w twoim środowisku potrafi nieść w sobie najszerszy dostęp do danych.

Ustawienie do sprawdzenia przed piątkiem

Zacznij od inwentaryzacji, a nie od polityki. Otwórz konsolę administracyjną, przeczytaj listę aplikacji ze sklepu, które twoi użytkownicy już zainstalowali, i zanotuj, w którym z trzech stanów instalacji pracujesz. Jeśli stoi na dowolnych aplikacjach, nie wybrałeś polityki wobec dostawców, tylko wybrałeś jej brak. Potem zrób to samo w centrum administracyjnym Exchange dla dodatków Outlooka i odczytaj poziom uprawnień deklarowany przez każdy z nich. Licz się z 24 godzinami, przed którymi ostrzega Google przy zmianie ustawienia, i właśnie dlatego zadanie należy do spokojnego czwartku, a nie do środka incydentu.

Szersza nauka przetrwa ten pojedynczy dodatek. Sklep z aplikacjami jest dziś kanałem zakupowym i jedynym w twojej firmie bez kroku zatwierdzenia, bez faktury i bez badania kontrahenta. Traktuj pytanie instalacyjne żądające wszystkich dokumentów tak, jak potraktowałbyś dostawcę proszącego o kopię serwera plików, bo funkcjonalnie jest to ta sama prośba. Problemem nie jest dodatek, tylko to, że nikt nie musiał cię zapytać.