Linia lotnicza o ośmiu członkach

Harrison Shih, który kieruje nową jednostką, ujął ambicję wprost: DoorDash chce, aby dostawa dronem działała dla każdego sprzedawcy i w każdym miejscu. 29 lipca spółka oświadczyła, że uzyskała certyfikat Part 135 od Federal Aviation Administration i uruchamia DoorDash Air, z własnymi lotami komercyjnymi planowanymi na jesień i bez wskazanych jeszcze rynków.

Certyfikat to poważny dokument. Czyni on DoorDasha przewoźnikiem lotniczym w oczach FAA, z własnymi statkami powietrznymi, własną instrukcją operacyjną, własnym programem obsługi technicznej i własną odpowiedzialnością za każdy lot. Jego uzyskanie oznacza przejście etapowej oceny zdatności do lotu, obsługi technicznej i procedur bezpieczeństwa, a udało się to dopiero ośmiu operatorom, wśród nich Wing, Prime Air należący do Amazona oraz Flytrex. Same maszyny powstały w DoorDash Labs, zespole robotyki odpowiedzialnym za robota naziemnego Dot, zaprojektowane w Stanach Zjednoczonych i tam też w większości wytworzone.

Certyfikat to podwozie, a nie zezwolenie

Oto część, którą relacje z ogłoszenia w większości pominęły. Certyfikat Part 135 nie zezwala na ani jedną dostawę przesyłki. Własne ramy FAA dotyczące dostaw mówią wyraźnie, że operatorzy muszą dodatkowo uzyskać zwolnienie lub odstępstwo na loty poza zasięgiem wzroku, ponieważ dron dostawczy, który pozostaje w polu widzenia swojego operatora, nie jest działalnością dostawczą.

Jeszcze bardziej ogranicza geografia. Posiadacz certyfikatu Part 135 nie może działać na obszarze, którego nie wskazują jego specyfikacje operacyjne, a FAA opisuje wydanie lub zmianę tych specyfikacji tak, by obejmowały dostawy na określonym obszarze, jako zgodę, która ostatecznie umożliwia loty. Nie ma żadnego ogólnokrajowego przełącznika do przestawienia.

Uczciwa lektura 29 lipca brzmi zatem tak, że DoorDash nabył prawne podwozie i kolejkę. Każde miasto, które chce obsłużyć, to osobny wniosek, a każdy z nich negocjuje bezpieczne rozdzielenie od innych statków powietrznych i od tego, co znajduje się na ziemi. Obiecane na jesień dostawy odbędą się w konkretnym miejscu, którego papiery już są w ruchu.

Nie zmienił dostawcy, tylko sam nim został

Ruchem strategicznym pod wiadomością lotniczą jest zmiana tego, co DoorDash kupuje. Dotąd kupował dostawę dronem jako usługę od Wing i Flytrex. Obie relacje zostają, a teraz spółka trzyma też sam certyfikat, przez co przypisanie zamówienia kurierowi, dronowi albo robotowi Dot staje się decyzją wewnętrzną na własnej platformie, a nie przekazaniem go dostawcy.

Dla każdego, czyje towary płyną przez taką platformę, zmienia się kształt ograniczenia. Dopóki latał partner, zasięg był kwestią handlową i pytało się o cenę. Gdy certyfikat trzyma platforma, twoja mapa zasięgu staje się mapą jej specyfikacji operacyjnych, a odpowiedź na pytanie, dokąd można dostarczyć, przestaje podlegać negocjacji i staje się sprawą wniosków. Zapytaj partnera logistycznego, jakie obszary wskazano w jego zezwoleniach, zanim zapytasz o stawkę.

Dla sprzedawców jest jeszcze skutek dalszego rzędu. Platforma, która ma maszyny, oprogramowanie do wyznaczania tras i robota naziemnego, ma wszelkie powody, by kierować wolumen na ten sposób, który danego dnia wychodzi jej najtaniej, a sprzedawca widzi wyłącznie obietnicę dostawy. Warto wiedzieć, na jakiej dźwigni naprawdę wisi własny poziom obsługi.

Europa prowadzi inną kolejkę

Nic z tego nie da się przenieść. W Unii Europejskiej lot dostawczy poza zasięgiem wzroku należy do kategorii szczególnej, która wymaga oceny ryzyka SORA oraz zezwolenia na operację wydawanego przez krajowy urząd lotnictwa cywilnego, a nie przez jeden regulator ogólnoeuropejski. Obok niej unijne rozporządzenie o U-space, obowiązujące od stycznia 2023 roku i stopniowo wdrażane w państwach członkowskich, ustala wspólne ramy zarządzania ruchem bezzałogowym, sieciowej zdalnej identyfikacji, świadomości geograficznej i rozdzielania statków powietrznych w wyznaczonej przestrzeni.

Wielka Brytania stoi poza tymi ramami i wydaje zezwolenia przez Civil Aviation Authority na własnych warunkach. Praktyczny skutek dla europejskiego operatora jest taki, że amerykański kamień milowy certyfikacji mówi, co jest gotowe technicznie, a nie co jest dostępne prawnie tam, gdzie się prowadzi działalność. Jeśli dostawca powołuje się na ogłoszenie DoorDasha jako dowód, że dostawa dronem już nadeszła, pytanie brzmi, który krajowy urząd zezwolił na jaką operację nad jakim obszarem, i prosi się o sygnaturę zezwolenia, a nie o komunikat prasowy.