Węgierski wydawca zabrał Gemini do Luksemburga

Sprawa zaczęła się skromnie: Like Company, węgierski wydawca prasowy, pozwał Google Ireland przed sąd okręgowy dla okolic Budapesztu, twierdząc, że odpowiedzi generowane przez chatbota Gemini Google'a odtwarzały części jego artykułów prasowych bez zgody i zapłaty. 3 kwietnia 2025 r. węgierski sąd skierował spór do Trybunału Sprawiedliwości UE, a 10 marca 2026 r. Wielka Izba przeprowadziła rozprawę, pierwszą w historii najwyższego sądu UE o generatywnej AI i prawie autorskim.

Przekazanie sprawy Wielkiej Izbie to sygnał. Sądy krajowe, zwłaszcza w Niemczech, zaczęły odpowiadać na fragmenty pytania o prawo autorskie AI, proces po procesie, kraj po kraju. Luksemburg odpowie raz, dla wszystkich 27 państw członkowskich, wyrokiem, za którym musi pójść każdy sąd krajowy.

Cztery pytania, które definiują starcie

Pytania prejudycjalne obejmują cały łańcuch AI. Po pierwsze: czy odpowiedź chatbota wyświetlająca tekst częściowo identyczny z publikacją prasową jest publicznym udostępnianiem według prawa wydawców prasy i dyrektywy InfoSoc, i czy ma znaczenie, że model jedynie przewiduje następne słowo? Po drugie: czy trenowanie modelu językowego na takich treściach stanowi zwielokrotnianie? Po trzecie: jeśli tak, czy to zwielokrotnianie mieści się w wyjątku eksploracji tekstów i danych z artykułu 4 dyrektywy DSM? Po czwarte: czy dochodzi do zwielokrotniania, gdy chatbot na polecenie użytkownika generuje odpowiedź pokrywającą się w całości lub części z treścią prasową?

Czytane razem, pytania rozbierają ulubione uproszczenie branży: że trening to cicha, legalna operacja na danych, a odpowiedzi to problem użytkownika. Trybunał ma prześledzić odpowiedzialność przez cały łańcuch, od pobrania po odpowiedź, i powiedzieć, gdzie naprawdę kończy się wyjątek TDM, prawny fundament, na którym stoi dziś trenowanie AI w Europie.

O co naprawdę toczy się gra

Ekonomia jest naga. Jeśli trenowanie na treściach prasowych jest zwielokrotnianiem, którego wyjątek TDM nie obejmuje, albo jeśli odpowiedzi chatbota są publicznym udostępnianiem, firmy AI potrzebują licencji, a licencje oznaczają cenę za coś, co dotąd było darmowym surowcem. Europejscy wydawcy prasy, na których prawo powołuje się sąd odsyłający, zyskaliby podłogę pod negocjacjami dotąd dobrowolnymi i nierównymi.

Jeśli Google wygra wszystkie cztery pytania, utrwali się odwrotność: trening zostaje w wyjątku TDM, odpowiedzi pozostają w zasadzie niewycenione, a wartość zastrzeżenia praw, które daje artykuł 4, staje się pytaniem centralnym, bo zastrzeganie praw jest coś warte tylko wtedy, gdy to właśnie treści niezastrzeżone utrzymują legalność treningu.

Kalendarz i ruch właściciela

Rzecznik generalny Maciej Szpunar przedstawia opinię 3 września 2026 r. Opinie nie wiążą Trybunału, ale kształtują większość wyroków, a ostatecznego rozstrzygnięcia można się spodziewać kilka miesięcy później. Kto podpisuje w tym roku wieloletnie umowy AI albo licencje na treści, podpisuje je pod prawem, które za rok może wyglądać inaczej.

Jeśli Twoja firma publikuje wartościowe treści, newslettery, badania, media branżowe, dane produktowe, ustal teraz swoją pozycję TDM: wyraźne, czytelne maszynowo zastrzeżenie praw kosztuje niewiele i zachowuje pozycję negocjacyjną, którą wyrok może stworzyć. Jeśli Twoja firma wdraża asystentów AI lub chatboty, pytania o odpowiedzi celują w Ciebie tak samo jak w Google: zażądaj od dostawcy na piśmie, kto ponosi odpowiedzialność prawnoautorską za wygenerowane wyniki i czy to zabezpieczenie przetrwa niekorzystny wyrok.

I wpisz 3 września do kalendarza. Nie dlatego, że tego dnia coś wybuchnie, lecz dlatego, że kierunek opinii powie Ci, na którą z dwóch przyszłości się szykować, na miesiące zanim wyrok uczyni ją prawem.