Sacramento przesunęło swoją datę ku Brukseli

W niedzielę dwa odrębne reżimy przejrzystości sztucznej inteligencji stały się egzekwowalne w odstępie kilku godzin, po przeciwnych stronach Atlantyku, i nie był to przypadek. Przepis AB 853, podpisany 13 października 2025 roku, zmienił kalifornijską ustawę o przejrzystości AI i na nowo ustalił datę jej wejścia w życie. Tekst ustawy jest jednoznaczny: niniejszy rozdział staje się operatywny 2 sierpnia 2026 roku. Pierwotna SB 942, podpisana przez gubernatora Newsoma we wrześniu 2024 roku, miała zacząć obowiązywać 1 stycznia 2026 roku. Ustawodawca przesunął ją o siedem miesięcy i sprawił, że wylądowała dokładnie w dniu, który Unia Europejska od dawna wyznaczyła dla własnych obowiązków przejrzystości.

Kalifornijskie obowiązki spoczywają na objętym dostawcy, którego ustawa definiuje jako osobę tworzącą, programującą lub w inny sposób wytwarzającą generatywny system sztucznej inteligencji mający ponad 1 000 000 miesięcznych odwiedzających lub użytkowników i publicznie dostępny w granicach stanu. Ten próg obejmuje każde czołowe laboratorium oraz każdy generator obrazu, dźwięku i wideo działający na dużą skalę. Egzekwowanie należy do prokuratora generalnego, prawnika miejskiego lub radcy hrabstwa, a kara wynosi 5000 dolarów za naruszenie, przy czym każdy dzień trwającego naruszenia liczy się jako odrębne naruszenie.

AB 853 dodał ponadto trzy kategorie, które jeszcze nie obowiązują, a ich rozłożenie w czasie zdradza, dokąd zmierza prawo. Duże platformy internetowe, zdefiniowane przez przekroczenie 2 000 000 unikalnych użytkowników miesięcznie, oraz platformy hostujące generatywne systemy AI startują 1 stycznia 2027 roku. Producenci urządzeń rejestrujących, czyli ci, którzy budują aparaty, telefony i dyktafony, wchodzą 1 stycznia 2028 roku. Dziś związani są wyłącznie twórcy modeli.

Jedna ustawa żąda oznaczenia, druga żąda czytnika

Dlaczego to ma znaczenie: artykuł 50 ustęp 2 europejskiego rozporządzenia wymaga od dostawców systemów generujących syntetyczne treści dźwiękowe, obrazowe, wideo lub tekstowe, aby oznaczali wyniki w formacie odczytywalnym maszynowo oraz aby rozwiązania te były skuteczne, interoperacyjne, solidne i niezawodne w zakresie, w jakim jest to technicznie wykonalne. To obowiązek oznaczania. Reguluje, co ma zostać zapisane wewnątrz pliku. Nie reguluje tego, że komukolwiek trzeba dać sposób na ponowne odczytanie.

SB 942 to reguluje. Obok wbudowanej informacji objęty dostawca musi udostępnić narzędzie wykrywające sztuczną inteligencję bez żadnych kosztów dla użytkownika. Ustawa precyzuje, że musi być ono publicznie dostępne, umożliwiać przesłanie treści lub podanie adresu oraz zawierać interfejs programistyczny pozwalający użytkownikowi wywołać narzędzie bez odwiedzania witryny objętego dostawcy. Tę ostatnią klauzulę warto przeczytać dwa razy. Nie chodzi o formularz internetowy, lecz o nakazany punkt dostępu.

Różnica praktyczna: Bruksela zobowiązała branżę do zapisania czegoś w pliku. Sacramento zobowiązało te same firmy do rozdania dekodera, bezpłatnie i w sposób wywoływalny ze skryptu. Dwa reżimy wymierzone w ten sam problem, a tylko jeden wytworzył zdolność, z której nabywca może rzeczywiście skorzystać w poniedziałek rano.

Nic w kalifornijskim tekście nie ogranicza geograficznie tego, kto może użyć owego narzędzia. Obowiązek osadzony jest wokół tego, gdzie system jest dostępny i ilu ma użytkowników, a nie wokół tego, gdzie siedzi osoba sprawdzająca. Kierowniczka zakupów we Wrocławiu lub w Gdańsku może wywołać ten sam punkt dostępu co koleżanka w San José. Dla ustawy jednego stanu jest to nietypowy rezultat i powstał bez żadnej prośby ze strony europejskiego ustawodawcy.

Informacja niesie numer wersji, a nie ostrzeżenie

Druga asymetria tkwi w tym, co oznaczenie faktycznie mówi. Ukryta kalifornijska informacja musi przekazywać nazwę objętego dostawcy, nazwę i wersję systemu generatywnego, który stworzył lub zmienił treść, godzinę i datę tego utworzenia albo zmiany oraz unikalny identyfikator. Ustawa dopuszcza, by ten ładunek podróżował bezpośrednio lub poprzez odnośnik do trwałej witryny. To zapis, a nie etykieta ostrzegawcza.

Tak, ale: oznaczenie odczytywalne maszynowo w rozumieniu artykułu 50 ustęp 2 może spełnić wymóg europejski i powiedzieć Państwu jedynie tyle, że w grę wchodził jakiś model. To wystarcza, by dopełnić obowiązek etykietowania, i jest niemal bezużyteczne przy próbie zrekonstruowania incydentu. Wiedza, że plik pochodzi z nazwanego systemu, w określonej wersji i w określonym momencie, to różnica między ścieżką audytu a wzruszeniem ramion. Jeżeli dostawca przyśle Państwu w marcu wygenerowane zdjęcie produktu, a w listopadzie będziecie się o nie spierać, oznaczenie wersji jest faktem rozstrzygającym, który model był wtedy w użyciu.

Jest jeszcze jedna kalifornijska klauzula o operacyjnej ostrości. Gdy podmiot trzeci licencjonuje objęty system i zmodyfikuje go tak, że nakazane informacje przestają działać, dostawca musi cofnąć licencję w ciągu 96 godzin od wykrycia. To twardy, krótki i policzalny termin w środku ustawy o przejrzystości, a takie terminy zwykle wędrują do umów handlowych na długo przedtem, zanim jakikolwiek organ się na nie powoła.

Dwa dni wcześniej czytniki były na różnym etapie

OpenAI przygotowywało się do tego od dawna. 19 maja 2026 roku firma weszła do komitetu sterującego standardu C2PA, osadziła znak wodny SynthID od Google DeepMind w obrazach z ChatGPT, interfejsu oraz Codeksa, a także opublikowała Verify, publiczną wersję badawczą pozwalającą każdemu przesłać obraz i sprawdzić go pod kątem obu sygnałów. 31 lipca 2026 roku, dwa dni przed kalifornijską datą, rozszerzyła prace na dźwięk i wprowadziła dostęp przez interfejs do weryfikacji, aby programiści mogli wbudować kontrole pochodzenia we własne procesy. Kolejność mówi sama za siebie.

Własne strony Google czyta się inaczej. SynthID jest wdrożony na ogromną skalę i obejmuje wyniki modeli Gemini, Imagen, Lyria i Veo, z ponad 10 miliardami oznaczonych treści. Detektor SynthID jest jednak nadal przedstawiany przez DeepMind jako program dla wczesnych testerów: firma opisuje siebie jako współpracującą z dziennikarzami i profesjonalistami mediów przy testowaniu portalu i oferuje listę oczekujących zamiast otwartych drzwi. Interfejs do wykrywania treści pokazano w przedpremierowej wersji grupie wskazanych z nazwy partnerów, wśród nich Shutterstock, Snap i Canva.

Pytanie otwarte: czy portal z listą oczekujących dla akredytowanych profesjonalistów spełnia ustawowy miernik publicznej dostępności wraz z wywoływalnym interfejsem, nie jest czymś, co czasopismo branżowe może rozstrzygnąć, a żadnego postępowania nie zapowiedziano. Precyzyjnie da się powiedzieć tyle: miernik już obowiązuje, licznik biegnie po 5000 dolarów za każdy dzień trwającego naruszenia, a dwaj z największych objętych dostawców dotarli do tego samego terminu z widocznie różną ilością zbudowanej maszynerii.

Każdy kontroler czyta tylko atrament swojego producenta

Oto granica, której nikt nie reklamuje. Te narzędzia są czytnikami pochodzenia dla dokładnie tego dostawcy, który je zbudował. Detektor Google jest nastawiony na ustalenie, czy treść została stworzona lub zmieniona przez AI Google. Narzędzie OpenAI sprawdza sygnały, które osadza OpenAI. Nie istnieje rejestr międzyproducencki, nie ma wspólnego wyszukiwania ani w żadnej z tych dwóch ustaw obowiązku zbudowania czegoś takiego. Prawo nakazuje czytniki w liczbie mnogiej i pozostawia Państwu integrację.

Sedno sprawy: europejska przedsiębiorczyni z jednym wątpliwym obrazem dysponuje dziś realną zdolnością, której w zeszłym tygodniu nie było, i realną pułapką tuż obok. Zdolność polega na możliwości bezpłatnego zweryfikowania konkretnego twierdzenia u firmy, która najprawdopodobniej wytworzyła plik. Pułapką jest wynik negatywny. Sprawdzenie obrazu u każdego objętego dostawcy i nieuzyskanie żadnego trafienia nie dowodzi, że wykonał go człowiek. Dowodzi, że nie brał w tym udziału żaden oznaczający uczestnik, co opisuje również każdy otwarty model uruchomiony na wynajętym serwerze, każde narzędzie usuwające metadane przy eksporcie i każdy zrzut ekranu.

Rozsądne zastosowanie jest więc wąskie i mimo to warte zachodu. Sprawdzajcie pozytywnie, gdy macie powód podejrzewać wskazane z nazwy źródło. Zapisujcie oznaczenie wersji w notatce do pliku, gdy tylko kontrola je zwróci, bo właśnie ta dana będzie coś znaczyć jeszcze za rok. I przestańcie traktować plik bez oznaczenia jako dowód czegokolwiek, ponieważ od dziś brak oznaczenia jest najmniej informacyjnym wynikiem, jaki ten system potrafi zwrócić.