Lista, która wymieniała spółki, wymienia teraz miejsca

27 lipca międzyresortowy organ zwołany przez Biały Dom przekazał Federalnej Komisji Łączności dwa rozstrzygnięcia dotyczące bezpieczeństwa narodowego. Dzień później biuro bezpieczeństwa publicznego i bezpieczeństwa krajowego Komisji opublikowało obwieszczenie DA 26-786, a Covered List, niezmieniona od 18 marca, zyskała dwie nowe pozycje: falowniki mocy wyprodukowane za granicą oraz zaawansowane urządzenia robotyczne wyprodukowane za granicą.

Każdy wpis dodany do tej listy od marca 2021 roku wskazywał przedsiębiorstwo. Huawei i ZTE trafiły tam w marcu 2021 roku, obok Hytery, Hikvision i Dahua za sprzęt do monitoringu wizyjnego. Kaspersky dołączył w marcu 2022 roku, następnie China Mobile International. Dostawca mógł przeczytać listę, stwierdzić brak własnej nazwy i pracować dalej. Biuro ujęło zmianę w jednym zdaniu podrzędnym: ten nowo objęty sprzęt jest identyfikowany według miejsca produkcji, a nie według podmiotu.

Praktyczna wykładnia jest twarda. Rozstrzygnięcie o falownikach obejmuje te wyprodukowane w obcym kraju, niezależnie od narodowości producenta. Z perspektywy amerykańskiej fabryka pod Wrocławiem, w Walencji albo w Bawarii jest obcym krajem dokładnie tak samo jak fabryka w prowincji Anhui. Rozstrzygnięcie o robotyce idzie jeszcze dalej i obejmuje wszystkie zaawansowane urządzenia robotyczne wyprodukowane za granicą, czyli maszyny mobilne w rodzaju humanoidów i czworonogów.

Co naprawdę mówią oba rozstrzygnięcia

Uzasadnienie dotyczące falowników jest argumentem o sterowaniu siecią, a nie argumentem handlowym. Rozstrzygnięcie stwierdza, że zdalna łączność falowników wprowadza dodatkowe podatności, które narastają w miarę rozprzestrzeniania się w amerykańskiej sieci źródeł opartych na falownikach, oraz że podatności te mogłyby umożliwić zagranicznym firmom wyłączenie falowników albo wykorzystanie ich do zbierania i wyprowadzania danych. Organ uznał, że falowniki wyprodukowane poza krajem tworzą jednocześnie słabość łańcucha dostaw dla bezpieczeństwa gospodarczego oraz ryzyko cybernetyczne dla infrastruktury krytycznej.

Uzasadnienie dotyczące robotyki opiera się na zbieraniu danych i zdalnym przejęciu. Zaawansowane urządzenia robotyczne, czytamy, zbierają dane, które wrogie podmioty mogłyby wykorzystać do inwigilowania Amerykanów, wzmocnienia zdolności obcych służb wywiadowczych albo zdalnego przejęcia kontroli nad robotami. Żaden z tych dwóch dokumentów nie zależy od tego, kto jest właścicielem producenta. Oba zależą od tego, że maszyna jest połączona, aktualizowalna i zbudowana gdzie indziej.

Wyjątek prowadzi przez Departament Wojny

Nic z tego nie jest egzekwowane w porcie. Jest egzekwowane na etapie homologacji, który przychodzi wcześniej i trudniej go obejść. Zgodnie z paragrafem 2.903(a) przepisów Komisji sprzęt wpisany na Covered List nie może otrzymać zezwolenia sprzętowego, a zgodnie z paragrafem 2.911 każdy wniosek musi poświadczać, że sprzęt nie jest objęty. Bez tego zezwolenia urządzenia nie wolno w Stanach Zjednoczonych ani przywieźć, ani wprowadzić do obrotu, ani sprzedać. Modele już dopuszczone i już zainstalowane nie są wycofywane.

Organ międzyresortowy zbudował jednak wyjście. Podmioty produkujące falowniki albo zaawansowane urządzenia robotyczne w obcym kraju mogą wystąpić o ocenę i uzyskać Conditional Approval, która zwalnia urządzenie. Przy falownikach ocenę może przeprowadzić Departament Wojny albo Departament Bezpieczeństwa Krajowego. Przy zaawansowanych urządzeniach robotycznych wyłącznie Departament Wojny. Wnioskodawca musi dostarczyć to, czego wymaga właściwy dokument wytycznych.

Należy to czytać jako pozycję w harmonogramie produktu, a nie jako prawniczy przypis. Europejski producent, który chce dalej sprzedawać nowe modele falowników w Stanach Zjednoczonych, ma teraz amerykańskie ministerstwo obrony pomiędzy własną mapą drogową a największym rynkiem eksportowym, w kalendarzu oceny, którego nie kontroluje. Kosztem tej oceny nie są opłaty za wniosek. Są nim kwartały, które traci premiera produktu, dopóki sprawa jest w toku.

Bruksela doszła do tej samej obawy drogą odwrotną

Europa ruszyła w tej sprawie pierwsza i postawiła granicę w zupełnie innym miejscu. 4 maja Komisja Europejska przedstawiła, że będzie stopniowo usuwać falowniki chińskiej produkcji z projektów energetycznych finansowanych ze środków unijnych, opierając się na kontrolach na poziomie projektu i przepisach unijnego rozporządzenia finansowego zamiast na nowym prawodawstwie. Przedstawiciel Unii podsumował ustalenia jako poważne ryzyka gospodarcze i cyberbezpieczeństwa, przy czym najgorszy scenariusz to ingerencja w europejską infrastrukturę energetyczną na tyle silna, by wywołać przerwy w dostawie prądu.

Mechanizmem jest warunek finansowania, a nie zakaz. W projektach bez pieniędzy unijnych chińskie falowniki pozostają legalne. Faza przejściowa zaczyna się 1 listopada, pełne stosowanie do nowych umów następuje od kwietnia 2027 roku, a producenci z Japonii, Korei Południowej, Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych pozostają kwalifikowalni przez cały czas. Litwa poszła dalej i wcześniej: od 1 maja 2025 roku ustawa zakazuje chińskim producentom zdalnego dostępu programowego do krajowych instalacji słonecznych, wiatrowych i magazynów energii.

Odległość między obydwoma podejściami jest całą tą historią. Bruksela pyta, kim jest dostawca, a europejska fabryka jest odpowiedzią na to pytanie. Waszyngton pyta teraz, gdzie urządzenie wykonano, a europejska fabryka jest problemem. Chińscy producenci trzymają około 80 procent światowego rynku falowników i obie stolice celują w tę liczbę, ale tylko jedna robi to w sposób, który europejski wytwórca może spełnić, będąc europejskim.

Dwa pytania tam, gdzie wcześniej starczyło jedno

Działy zakupów spędziły dwa lata na nauce zadawania jednego pytania o sprzęt przyłączony do sieci: kto go wyprodukował. To pytanie nadal odpowiada na test europejski i już nie odpowiada na amerykański. Jeżeli wasza organizacja kupuje falowniki, falowniki magazynów energii albo roboty mobilne, w karcie każdego składnika majątku musi odtąd znaleźć się kraj wytworzenia obok dostawcy, a te dwie rzeczy mogą się różnić w obrębie jednej linii produktowej.

Jeżeli wasza organizacja cokolwiek z tego sprzedaje do Stanów Zjednoczonych, zadanie jest inne i ma datę. Nowe modele potrzebują albo produkcji amerykańskiej, albo Conditional Approval, zanim wniosek homologacyjny przejdzie poświadczenie, a kolejka po te zgody zaczyna się teraz, a nie przy pierwszej odmowie. Modele już dopuszczone sprzedają się dalej, co daje oddech i zasłania termin.