Pozycja, która przeczy trzydziestu latom Apple
Apple przedstawił wyniki kwartału czerwcowego 30 lipca: 109,42 miliarda dolarów przychodów, wzrost o 16 procent, 29,79 miliarda zysku netto, wzrost o 27 procent, iPhone w górę o 22 procent, Mac o 29 procent. Liczby, która poruszyła kurs, na tej liście nie było. Zapasy wyniosły 11,1 miliarda dolarów wobec 5,7 miliarda na koniec poprzedniego roku obrotowego we wrześniu, a akcje straciły po sesji około 6 procent.
Zestawcie to z tym, czym Apple jest. Operacyjna reputacja firmy powstała na nietrzymaniu zapasów, na łańcuchu dostaw dostrojonym tak precyzyjnie, że podzespoły przyjeżdżały dokładnie wtedy, gdy były potrzebne, a kapitał nigdy nie leżał w magazynie. Tim Cook jest menedżerem, który tę maszynę zbudował. Około 5,4 miliarda dolarów dodatkowych zapasów, prawie podwojenie, to zachowanie nabywcy, który przestał wierzyć, że zostanie obsłużony na żądanie. Gromadzenie nie jest strategią cenową. Jest przyznaniem się co do dostępności.
Apple twierdzi, że to nie problem dostawców
Oczywista interpretacja mówi, że jakiś dostawca zawiódł Apple, a Apple odrzucił ją wprost. Cook powiedział analitykom, że nie chodzi o partnerów ani dostawców, i opisał wyjątkowo silny cykl produktowy iPhone'a i Maca, czyli popyt, który wszedł powyżej firmowej prognozy. Dodał też, że w łańcuchu dostaw jest mniej elastyczności niż zwykle i że firma widzi obecnie bardzo istotne ograniczenia, w tym w dostępności zaawansowanych procesów, na których powstają jej własne układy.
To rozróżnienie decyduje, jak długo to potrwa, a prawie nikt go nie robi. Niedobór spowodowany uszkodzonymi lub brakującymi mocami kończy się, gdy moce wracają, i tej daty można wypatrywać. Niedobór spowodowany tym, że cała branża oszacowała popyt zbyt nisko, kończy się dopiero wtedy, gdy prognozy zostaną przebudowane, a wynikające z nich zamówienia przejdą przez terminy realizacji liczone w kwartałach, nie w tygodniach. Apple opisuje ten drugi przypadek. Kto buduje budżet sprzętowy na założeniu, że jesienią zelżeje, planuje przeciwko niewłaściwemu mechanizmowi.
Powódź stulecia i trzy firmy sprzedające wodę
O pamięci Cook powiedział zdanie, które przeżyje tę telekonferencję: powódź stulecia na cenach pamięci. Apple zapłacił za pamięć w kwartale czerwcowym więcej niż w marcu, spodziewa się zapłacić jeszcze więcej i zakłada, że ceny rynkowe będą rosły poza wrzesień. Firma już zareagowała, podnosząc w czerwcu ceny Maców i iPadów, co Cook określił jako krok podjęty niechętnie. Część presji zrównoważą przeniesione zapasy oraz niższe koszty podzespołów innych niż pamięć, a Apple wyraźnie zaznaczył, że ta przeciwwaga jest tylko częściowa.
Następnie wskazał fakt strukturalny, który waży więcej niż jakakolwiek liczba. Dużych dostawców DRAM jest trzech, a Cook powiedział, że większa ich liczba pomogłaby Apple po stronie zaopatrzenia. Czytajcie to jako oświadczenie nabywcy o większej sile niż ktokolwiek inny w sprzęcie konsumenckim, że jego siła nie wystarcza. Na rynku trzech dostawców przydziału nie wygrywa się pytaniem. Idzie on za przedpłatami, wieloletnimi zobowiązaniami i wolumenem, a w każdym z tych trzech Apple przebija stawkę. Wszyscy mniejsi stoją w tej kolejce za Apple i to właśnie ta część historii ląduje u średniej wielkości europejskiego nabywcy.
Co mówi prognoza po wyjęciu waluty
Apple zapowiedział na kwartał wrześniowy wzrost przychodów o 9 do 11 procent i poinformował analityków, że kurs walutowy odbiera 2,5 punktu procentowego. Po dodaniu ich z powrotem prognoza bazowa wynosi mniej więcej 11,5 do 13,5 procent wobec 16 procent, które firma właśnie dostarczyła. Spółka zapowiada zatem spowolnienie o około trzy do pięciu punktów w stałych kursach, w kwartale zawierającym nowe modele iPhone'a, i przypisuje je temu, czego nie może kupić, a nie temu, czego nie może sprzedać. Cook powiedział, że wpływ ograniczeń wzrośnie istotnie w ujęciu kwartał do kwartału.
To nietypowy kształt prognozy i warto powiedzieć to wprost, bo problem popytowy i podażowy wyglądają w projekcji przychodów identycznie, a prowadzą do przeciwnych decyzji. Gdyby Apple sygnalizował słaby popyt, nabywca spodziewałby się rabatów w stronę zimy. Ponieważ Apple sygnalizuje ograniczoną podaż przy rekordowym popycie, racjonalne oczekiwanie jest odwrotne: sztywniejsze ceny, dłuższe terminy realizacji przy konfiguracjach z większą pamięcią i przydział sprzyjający modelom o najwyższej wartości. Kwota 11,73 miliarda dolarów wydana w kwartale na badania i rozwój pokazuje, że firma nie zwalnia. Ona po prostu nie nadąża z zakupami.
Co europejski nabywca ustala przed wymianą w 2027 roku
Trzy rzeczy warto domknąć, póki kwartał jest świeży. Po pierwsze, zdecydujcie i wyceńcie konfiguracje pamięci teraz, a nie w chwili zamówienia, bo to właśnie specyfikacja z większą pamięcią najmocniej rusza się w cenie i w terminie. Po drugie, żądajcie od każdego dostawcy sprzętu, by składnik pamięciowy oferty zapisał na piśmie z datą ważności, bo oferta bez takiej daty jest prognozą, a nie ceną. Po trzecie, traktujcie czerwcowe podwyżki na Macach i iPadach jako wzorzec, a nie wyjątek, i zwróćcie uwagę, że objęły również cenniki w euro oraz w złotych, wraz z całą resztą.
Szersza kwestia sięga daleko poza Apple. Samsung, Microsoft, Sony i Meta w tym samym okresie podniosły ceny sprzętu z powodu kosztów pamięci, jest to więc przeszacowanie całego rynku podzespołów, a nie kłopot jednego producenta. Kto specyfikuje laptopy, telefony, serwery albo urządzenia brzegowe na 2027 rok, kupuje wewnątrz tego rynku, a nabywca o największej sile negocjacyjnej na świecie właśnie oznajmił, że trzyma zapasy i spodziewa się płacić więcej. Weźcie tę wskazówkę dosłownie, zamawiajcie wcześniej, niż wydaje się wygodne, i przestańcie traktować koszt podzespołów jako zaokrąglenie w budżecie sprzętowym.
Czytaj dalej: Pamięć AI wyznacza teraz budżet urządzeń | 768 dolarów rat nie kupuje telefonu



