Dwie decyzje, żadnej kary i data w styczniu
Komisja Europejska przyjęła 16 lipca 2026 roku dwie wiążące decyzje wobec Google i żadna z nich nie jest karą. Pierwsza dotyczy Google Android i nakazuje otwarcie trzynastu funkcji systemowych dla konkurencyjnych asystentów AI. Druga dotyczy Google Search i zobowiązuje Alphabet do udostępniania danych o zapytaniach, wyświetleniach, kliknięciach i rankingach, które firma zbiera po to, żeby dostrajać własne wyniki. Obie są decyzjami określającymi środki i zostały przyjęte jedenaście dni przed ustawowym terminem 27 lipca.
To rozróżnienie waży więcej, niż sugerują relacje prasowe. Komunikat prasowy Komisji mówi o tym bez ogródek: postępowania w sprawie określenia środków są odrębne od postępowań w sprawie nieprzestrzegania przepisów, nie służą ocenie, czy strażnik dostępu wywiązał się z obowiązków, i dlatego nie przewidują kar pieniężnych. Komisja wszczęła te postępowania 27 stycznia 2026 roku z własnej inicjatywy, pod nagłówkiem, który opisywał całe przedsięwzięcie jako pomoc dla Google w osiągnięciu zgodności. Sześć miesięcy później powstała instrukcja obsługi, a nie kara.
To jest ta część, którą warto przeczytać dwa razy. Alphabet podlega obowiązkom aktu o rynkach cyfrowych od 7 marca 2024 roku. Dzisiaj zmieniło się to, że skończyła się ogólnikowość. Artykuł 6 ust. 7 aktu o rynkach cyfrowych zawsze wymagał skutecznej interoperacyjności, a artykuł 6 ust. 11 zawsze wymagał dostępu do danych z wyszukiwania. Bruksela zapisała teraz, co te zdania oznaczają w konkretnych funkcjach, w polach danych i w datach, i właśnie to pozwoli je później wyegzekwować.
Słowem, którego brakuje w nagłówkach, jest sprzedawać
Google nie dostało nakazu rozdawania swoich danych z wyszukiwania. Dokumenty sprawy ustalają cenę: beneficjenci płacą wyłącznie koszty przyrostowe, które Alphabet ponosi w związku z udostępnianiem danych, powiększone o rozsądny zwrot z zaangażowanego kapitału, z możliwością dodatkowej marży w wyjątkowych okolicznościach. Ten układ obowiązuje przez pięć lat, a potem podlega renegocjacji. Istnieją trzy próbki testowe, żeby kupujący mógł się przyjrzeć przed podjęciem zobowiązania: jedna mała próbka bezpłatna, jedna syntetyczna i jedna obejmująca 5% danych, udostępniana na określonych warunkach.
To, co jest w ofercie, jest bardziej szczegółowe, niż sugeruje słowo udostępnianie. Obowiązek obejmuje dane o zapytaniach, wyświetleniach, kliknięciach i rankingach zbierane w celu optymalizacji usług wyszukiwania Google, dostarczane codziennie, na poziomie pojedynczych rekordów, przez API, z dostępnością przez co najmniej pięć lat. Metadane zapytania obejmują znacznik czasu, lokalizację, język, identyfikator urządzenia, metodę wprowadzania oraz punkt dostępu, przez który przyszło wyszukiwanie, a ten wprost obejmuje pasek adresu w Chrome, Google Lens, Circle to Search i samego Gemini. Ruch nieprawidłowy jest wyłączony. Anonimizacja jest warstwowa i tyleż umowna, co techniczna: identyfikatory bezpośrednie zostają usunięte, zapytania długie i rzadkie zostają usunięte, lokalizacja i typ urządzenia zostają uogólnione, odbiorcę wiąże trzynastomiesięczny limit przechowywania, zakaz dalszego udostępniania i zakaz prób ponownej identyfikacji, a przed uzyskaniem jakiegokolwiek dostępu trzeba przejść niezależny audyt.
Właściwy opis nie brzmi więc tak, że Bruksela otworzyła indeks Google. Bruksela ten indeks wyceniła. Powstał regulowany rynek hurtowy europejskich danych z wyszukiwania z dokładnie jednym dostawcą, taryfą w formule koszt plus, reżimem audytu przy wejściu i pięcioletnim okresem obowiązywania. Alphabet zachowuje też rękę na kurku: może oceniać, czy udostępnienie danych konkretnemu podmiotowi trzeciemu niesie poważne ryzyko dla cyberbezpieczeństwa i ochrony danych. Komisja ze swojej strony zastrzegła sobie prawo do zmiany zasad anonimizacji, jeżeli niezależna ocena wykaże, że są one błędne.
Słowo aktywujące to najcenniejsza działka
Po stronie Androida walka toczy się o moment, w którym telefon zaczyna słuchać. Opublikowane przez Komisję wyliczenie wymienia trzynaście funkcji w czterech obszarach, a dwie pierwsze są tymi wartościowymi. Konkurencyjni asystenci muszą móc prowadzić stałe wykrywanie słowa aktywującego z własnymi słowami wybudzającymi, przez dedykowany układ przetwarzania sygnału w telefonie, równolegle z istniejącym słowem aktywującym Google, i musi to działać przy wyłączonym ekranie oraz w trybie oszczędzania baterii. Muszą też otrzymać gest długiego przytrzymania przycisku ekranu głównego, który dzisiaj, jak ujmuje to Komisja, bywa często przypisany do należącej do Alphabetu funkcji Circle to Search.
Reszta listy to kontekst, którego asystent potrzebuje, żeby był użyteczny, a nie ozdobny. Scentralizowany dostęp do danych aplikacji przechowywanych na urządzeniu, proaktywne sugestie w rodzaju tych, które Pixel dostarcza jako Magic Cue, dane z otoczenia pochodzące z mikrofonu, kamery, ekranu i głośników, automatyzacja ekranu przez ten sam interfejs Computer Control, z którego korzysta Gemini, ustrukturyzowana integracja z Gmailem, Kalendarzem, Dyskiem, Zdjęciami, Mapami i YouTube, dostęp do modeli systemowych działających na urządzeniu, uprzywilejowany dostęp do pamięci dla tych modeli oraz zgoda na działanie w tle. Dostęp musi być bezpłatny, udokumentowany i dostępny na każdym urządzeniu z Google Androidem, w tym na urządzeniach zbudowanych przez innych producentów.
Jedna klauzula wykonuje większość pracy. Dostęp do tych funkcji nie może być uzależniony od tego, czy aplikacja pełni rolę domyślną, w tym rolę domyślnego asystenta. Do tej pory drogą do użytecznych części Androida było zdobycie domyślnego slotu. Komisja oddzieliła możliwości techniczne od tego slotu i właśnie dlatego sprzeciw Google jest sformułowany tak, jak jest sformułowany. Kent Walker, prezes do spraw globalnych w Google i Alphabecie, napisał, że decyzje grożą podważeniem kluczowych zabezpieczeń prywatności i bezpieczeństwa dla milionów Europejczyków, a rozstrzygnięcie dotyczące Androida zagraża bezpieczeństwu urządzeń, ponieważ przyznaje zewnętrznym aplikacjom wrażliwe i rozległe uprawnienia. Decyzja dopuszcza wyłączenia ze względów bezpieczeństwa, ale tylko tam, gdzie są należycie uzasadnione na przejrzystych, obiektywnych, precyzyjnych i niedyskryminacyjnych warunkach, które obowiązują także własne usługi Alphabetu. Nie ogłoszono żadnego odwołania.
Chatboty wymieniono z nazwy jako kupujących
Najbardziej doniosłe zdanie w decyzji o wyszukiwaniu to zdanie, które mówi, kto może kupować. Alphabet nie może wykluczać przedsiębiorstw trzecich, jak pisze Komisja, takich jak przedsiębiorstwa dostarczające chatboty AI z funkcjonalnością wyszukiwarki internetowej, nawet wtedy, gdy ta wyszukiwarka jest dostarczana jako część szerszej usługi. Silnik odpowiedzi z funkcją wyszukiwania w środku jest uprawnionym odbiorcą danych Google o kliknięciach i rankingach. To nie jest interpretacja, to jest tekst.
Zestawmy to z tym, co powiedziały obie wiceprzewodniczące wykonawcze, a intencja przestaje być subtelna. Teresa Ribera przedstawiła decyzję jako pomoc mniejszym konkurentom, wyszukiwarkom lub asystentom AI w konkurowaniu przy jednoczesnej ochronie prywatności użytkownika. Henna Virkkunen była jeszcze bardziej bezpośrednia i powiedziała, że środki mają umożliwić uczciwą konkurencję na rynkach asystentów AI na Androidzie oraz na rynkach wyszukiwarek internetowych, a nadzieja jest taka, że pojawią się alternatywy dla Google Search i dla usług AI Google, takich jak Gemini. Regulator, który wymienia z nazwy konkretny produkt, jaki chciałby zobaczyć pod presją konkurencji, mówi Państwu wprost, o czym naprawdę jest ta sprawa.
Dla każdego, do kogo klienci trafiają przez wyszukiwarkę, to zmiana strukturalna, a nie obowiązek zgodności do odhaczenia. Mniej więcej sześciu na dziesięciu użytkowników mobilnych w Unii Europejskiej korzysta z Androida. Od stycznia 2027 roku model odpowiadający na pytanie o Państwa produkt może być trenowany i dostrajany na tym samym sygnale behawioralnym, dzięki któremu odpowiedź Google była dobra, a kupionym po koszcie. Bycie znalezionym przestaje być jedną aukcją z jednym zestawem reguł i staje się kilkoma silnikami odpowiedzi czerpiącymi ze wspólnego licencjonowanego strumienia, z których każdy nakłada na to własny ranking. Fosa konkurencyjna, którą się tutaj osusza, to nie telefon. To dwadzieścia lat wiedzy o tym, w co ludzie klikali.
Co trafia do Państwa planu i kiedy
Dwie daty, obie z własnego tekstu Komisji. Google musi zacząć udostępniać dane z wyszukiwania uprawnionym dostawcom od stycznia 2027 roku. Użytkownicy zaczynają korzystać ze zmian w Androidzie od lipca 2027 roku. Nic pomiędzy tymi datami nie jest publiczne: streszczenie sprawy odsyła do warunków i harmonogramów zawartych w samych decyzjach, których nie opublikowano w całości.
Nie należy mylić tej sprawy z pozostałymi sprawami Google. Postępowanie dotyczące faworyzowania własnych usług na podstawie artykułu 6 ust. 5 to odrębne postępowanie w sprawie nieprzestrzegania przepisów i to właśnie ono może zakończyć się karą pieniężną. Dzisiejsze decyzje kary pieniężnej nie przewidują. Jeżeli Google ich nie wdroży, kolejnym ruchem Komisji będzie sprawa o nieprzestrzeganie przepisów na podstawie artykułu 6 ust. 7 i artykułu 6 ust. 11, gdzie pułap wynosi 10% światowego obrotu i rośnie do 20% przy powtórzeniu naruszenia w tej samej usłudze, a do tego dochodzą okresowe kary pieniężne sięgające 5% średniego dziennego światowego obrotu. Taka jest kolejność: najpierw określić, potem egzekwować. Dzisiaj wykonano pierwszą połowę.
Praktyczne zalecenie jest krótkie. Jeżeli Państwa pozyskiwanie klientów zależy od Google, proszę wpisać do planu styczeń 2027 roku jako datę, w której dane leżące u podstaw przestają być wyłączne, oraz lipiec 2027 roku jako datę, w której telefon przestaje narzucać ustawienie domyślne. Potem proszę zadać swojemu dostawcy usług marketingowych jedno pytanie i rozliczyć go z odpowiedzi: kiedy asystenci będą mogli kupić dane o kliknięciach, w czym mierzymy widoczność i kto tę widoczność mierzy.
Czytaj dalej: UE: uzależniający design może kosztować 6% obrotu | Sąd odbiera Big Techowi przycisk zwlekania



