Praca domowa, która stała się dowodem

Zanim Google Ireland zawarł z twórcą na YouTubie umowę o podziale przychodów, ktoś w Google obejrzał kanał. Przeczytał jego tematykę. Obejrzał najczęściej oglądane filmy i te najnowsze. Sprawdził metadane. Tak postępuje każda staranna firma, zanim zgodzi się oddać nieznajomemu część pieniędzy. 16 lipca 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że właśnie ta praca domowa jest powodem, dla którego Google nie może uchodzić za neutralną rurę.

Sprawa ma sygnaturę C-421/24 i figuruje jako AGCOM (Hazard online). Rozstrzygnęła ją druga izba, sprawozdawcą była K. Jürimäe, a rzecznikiem generalnym M. Szpunar. Do Luksemburga trafiła 11 czerwca 2024 r. z włoskiego Consiglio di Stato, rozprawa odbyła się 10 września 2025 r., a tekst nadal nosi oznaczenie tymczasowego. Sporne było pięć kanałów YouTube. AGCOM, włoski regulator komunikacji, nałożył na Google Ireland Ltd karę 750 000 euro decyzją z 19 lipca 2022 r. za naruszenie artykułu 9 dekretu z mocą ustawy nr 87/2018, czyli włoskiego zakazu reklamy hazardu.

Wyrok odnotowuje sankcję sucho, w punkcie 8: "Decyzją z dnia 19 lipca 2022 r. AGCOM ... nałożył na Google administracyjną karę pieniężną w wysokości 750 000 EUR za naruszenie artykułu 9 dekretu z mocą ustawy nr 87/2018". Więcej dla każdego, kto przechowuje cudze treści, znaczy punkt 47, w którym Trybunał orzekł, z zastrzeżeniem weryfikacji przez sąd odsyłający, że Google, "badając kanały YouTube będące przedmiotem postępowania głównego, nie mógł racjonalnie nie wiedzieć, że ich głównym tematem były gry hazardowe i gry losowe".

Luksemburg odpowiedział na pytanie. Nikogo nie ukarał.

Trybunał nie utrzymał kary w mocy i sam żadnej nie nałożył. To orzeczenie prejudycjalne wydane na podstawie artykułu 267. Consiglio di Stato zapytał Trybunał Sprawiedliwości, co znaczy przepis, Trybunał odpowiedział, a sąd włoski stosuje teraz tę odpowiedź, by rozstrzygnąć, czy Google jest w ogóle coś winien AGCOM. Kilka redakcji podało tę sprawę tak, jakby unijny sąd utrzymał karę wobec Google. Tak się nie stało, a właściciel, który odczyta to w ten sposób, źle oceni i terminy, i zasięg.

To, co Trybunał rzeczywiście zrobił, sięga dalej niż jakakolwiek pojedyncza kara. Sentencja jest kategoryczna. Przy tym stanie faktycznym artykuł 14 dyrektywy 2000/31, wyłączenie odpowiedzialności hostingodawcy leżące w sercu reżimu handlu elektronicznego, nie ma zastosowania. Własny komunikat prasowy Trybunału ujmuje wynik łagodniej i mówi, że operator może zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Prawo mieszka jednak w sentencji, a sentencja przekreśla ochronę.

Prawo hazardowe nie przemyciło tego tylnymi drzwiami. Sam hazard leży poza harmonizacją handlu elektronicznego i tylko dlatego włoski zakaz reklamy hazardu w ogóle może istnieć. Przechowywanie reklamy hazardu to już inna sprawa i mieści się w całości w dyrektywie 2000/31. To zatem nie jest rozstrzygnięcie o włoskiej polityce hazardowej, lecz rozstrzygnięcie o unijnych zasadach hostingu, na których opiera się każda platforma na jednolitym rynku.

Wiedza, którą zdobywasz przez samo patrzenie

Wyłączenie hostingowe zależy od tego, żeby operator pozostał nieświadomy. Komunikat prasowy Trybunału ujmuje mechanizm w jednym zdaniu: "Operator uzyskuje w ten sposób konkretną wiedzę o istotnej treści zbioru filmów." Kto zbada tematykę kanału, jego najpopularniejsze i najnowsze filmy oraz metadane, ten wie, co na tym kanale jest. Wiedza jest dokładnie tym, od czego artykuł 14 uzależnia ochronę, a badanie jest drogą, którą ta wiedza przychodzi.

Kryterium pyta, czy rola operatora jest czysto techniczna, automatyczna i bierna. Tę formułę warto oddać dokładnie, bo nie pochodzi ona z tekstu artykułu 14. Wyrok wywodzi ją z motywu 42 dyrektywy 2000/31 oraz z wcześniejszego orzeczenia Trybunału w sprawie YouTube i Cyando, C-682/18, z punktów 105 i 106. Komunikat prasowy Trybunału posługuje się innym sformułowaniem, którego w wyroku nie ma nigdzie. Kto cytuje to orzeczenie w materiale dla zarządu, powinien cytować wyrok.

Wątek algorytmu jest realny i węższy, niż brzmi. W punkcie 38 wyrok mówi, że operator sprawuje kontrolę nad treścią, jeżeli algorytm, wykraczając poza samą kategoryzację i indeksację informacji w celu poprawy ich dostępności, określa w interesie operatora lub jego usługi, na jakich warunkach, w jaki sposób i w jakiej kolejności pierwszeństwa informacje te są rozpowszechniane. Zwykłe indeksowanie i porządkowanie, które czyni katalog użytecznym, pozostaje w granicach wyłączenia. Ten wątek również nie jest nowy. Powtarza wprost wyrok WebGroup Czech Republic i in., C-188/24 i C-190/24, wydany miesiąc wcześniej, 16 czerwca 2026 r., w punktach 110 i 111, i przywołany tu siedmiokrotnie.

Nasza lektura: odpowiedzialność tworzą akta należytej staranności

Przeczytaj to tak. Czynnością, która niszczy ochronę hostingu, jest czynność należytej staranności. Problemem Google w punkcie 47 jest badanie, które przeprowadził, zanim zgodził się zapłacić właścicielowi kanału. Ta praca domowa dała mu konkretną wiedzę o tym, co przechowuje, a kto ma konkretną wiedzę, ten nie jest neutralnym pośrednikiem. Praca domowa zostawia przy tym ślad w dokumentach.

To partnerstwo handlowe przenosi firmę na drugą stronę linii. Czysty hostingodawca przyjmuje przesłane pliki i nie wie o nich nic szczególnego. W chwili gdy pieniądze płyną w drugą stronę, od platformy do tego, kto publikuje, rozsądna firma sprawdza, w co się angażuje, a to sprawdzenie jest wiedzą. Rozumowanie Trybunału nie potrzebuje złej wiary, niechlujstwa ani celowej ślepoty. Napędza je kompetencja. Nic w tych aktach nie musi wyglądać jak przewinienie. Zrzut ekranu z najczęściej oglądanymi filmami kanału, wpięty do akt onboardingu i zapomniany, wystarczy, żeby pokazać, że operator popatrzył.

Niewygodny wniosek jest taki, że bezpieczna przystań, którą firmy platformowe uważają za coś strukturalnego, jest uzależniona od tego, żeby nie patrzeć. Każda spółka, która weryfikuje partnerów, zanim im zapłaci, prawie na pewno już popatrzyła. Tę odpowiedzialność tworzą same akta weryfikacji partnera i jest to jedno z niewielu ryzyk prawnych, które rośnie, gdy firma zaostrza swoje kontrole. Tak właśnie czytamy to, dokąd prowadzą punkty od 45 do 47, a Trybunał nie mówi tego tymi słowami.

Co zrobić z aktami partnera w tym kwartale

Zasięg wykracza poza YouTube. Każda firma, która przechowuje treści osób trzecich i płaci tym osobom w ramach partnerstwa handlowego, jest w tej samej sytuacji. Platformy handlowe płacące sprzedawcom, serwisy płacące twórcom, sieci afiliacyjne płacące wydawcom, sklepy z aplikacjami płacące programistom, serwisy z recenzjami i sieci reklamowe płacące temu, kto dostarcza powierzchnię. Jeśli badasz partnera, zanim podpiszesz z nim umowę, a potem przechowujesz to, co publikuje, rozumowanie Trybunału dotyczy ciebie.

Praktyczna praca nie jest tu projektem prawnym. Otwórz proces weryfikacji partnerów i przeczytaj go tak, jak przeczytałby go obcy. Co zapisuje o treściach, które publikuje partner? Kto napisał te notatki, gdzie leżą, jak długo są przechowywane i kto może ich później zażądać? Formularz onboardingowy, który zapisuje tematykę kanału i jego najpopularniejsze wpisy, jest teraz dokumentem mówiącym na piśmie, że wiedziałeś.

Do tego samego obrazu należą dwa uczciwe zastrzeżenia. To włoska sprawa o reklamę hazardu, a reklama hazardu to surowy zakątek włoskiego prawa, którego większość firm nigdy nie dotknie. Wyrok jest ponadto tymczasowy, a Consiglio di Stato ma dopiero rozstrzygnąć, czy Google jest winien AGCOM te 750 000 euro. Rozumowanie o konkretnej wiedzy jest jednak unijnym prawem hostingu i sięga każdej firmy hostingowej na jednolitym rynku, która płaci ludziom, których treści przenosi.